“Skein Syndrome” review (artrock.pl – In Polish)

8/10

by Mariusz Danielak

Cholera, jestem wściekły. Wściekły na siebie, bo odłożyłem tę tegoroczną nowość na sam dół kupki z płytami do recenzji. I dopiero kilka dni temu wreszcie ją odpaliłem. A ta za pierwszym razem już zgrabnie zagrała. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego (czy załamującego mnie), gdyby nie to, że przy okazji zacząłem czytać dołączoną do płyty promocyjną notkę od ich wydawcy, ViciSolum Productions. A tam dowiedziałem się, że promując ten krążek zagrają trasę u boku… Amorphis. Zagrają?! Znaczy się… już zagrali! Między innymi – jedyny swój koncert w Polsce we wrocławskim Alibi ponad dwa miesiące temu. Ech, szkoda, bo jakimś wielkim fanem Amorphis nie jestem, ale dla nich pewnie w Mieście Krasnali bym się zameldował.

Bo płytkę nagrali zacną. Pochodzą ze stolicy Grecji (za co już mają u mnie spory plus, wszak wcale nieczęsto dociera do nas stamtąd współczesna muzyka rockowa) a ich początki sięgają 2006 roku. Siedem lat temu wydali swój debiut zatytułowany The Great Secret Show, który mi oczywiście umknął. I też pewnie szkoda, bo grecki Metal Hammer swego czasu umieścił go wśród najlepszych 10 albumów w historii greckiego metalu. Dzięki niemu zresztą trafili w 2014 roku na Landing on The Dark Side of the Moon, grecki hołd dla Floydów, na którym zagrali swoje wersje Brain Damage iEclipse.

Skein Syndrome jest zatem ich drugą płytą, która może oryginalnością nie grzeszy, bo kapel grających tak jak ateńczycy jest dziś sporo. Sztuką jest wyróżnić się w tej muzycznej lawinie. I im to się chyba udaje. We wspomnianym materiale promocyjnym znalazłem takie nazwy jak Anathema, Porcupine Tree, Pain Of Salvation, Karnivool, Katatonia, czy… Alice in Chains. Okej, gdzieś tam w brudzie gitar może i grunge delikatnie majaczy, ale ja w ich graniu znalazłem o wiele prostszy dla potencjalnego słuchacza kierunek. Bo dla mnie POEM jest dosyć blisko do Tool, jednak przede wszystkim do mocno stylizującego się na kapelę Maynarda Jamesa Keenana i stworzonego przez Martina Lopeza, Soen. Jeśli zatem lubicie ten ostatni skład, po Skein Syndrome możecie sięgać w ciemno.

Jest w tej ich wersji progresywnego metalu ta specyficzna mroczność, klimat, melancholia, ale też i odpowiednia doza agresji. Siedem kompozycji przynosi niekiedy poszatkowane, matematyczne riffy i połamaną rytmikę. Tym samym, utwory mają wielowątkowy charakter, choć najdłuższy z nich ma ledwie osiem minut z haczykiem. Zwraca uwagę świetne wykorzystanie przez kwartet muzycznego kontrastu, który doskonale słychać nie tylko w partiach instrumentalnych (z jednej strony balladowe, nastrojowe zagrywki, z drugiej ściany ciężkich gitar), ale też wokalnych. George Prokopiou jest w istocie silnym punktem zespołu, potrafi śpiewać delikatnie i melodyjnie, ale także growlować. Posłuchajcie zresztą jednego z najlepszych numerów w zestawie, przedostatniego Desire. Piękna melodyka zderza się z krzyczaną partią, mającą w sobie jednak sporo patosu. Nie ma tu słabych numerów. Plusiki już przy drugim przesłuchaniu postawiłem sobie przy pięciu (na siedem) kompozycjach! Wyróżniłbym jednak jeszcze, oprócz wspomnianego Desire, Passive Observer, The End Justifies the Means i Weakness. Cóż, bardzo doba płyta, której z pewnością warto dać szansę.

Source: http://artrock.pl/recenzje/53640/poem_skein_syndrome.html